Dawid Kain – „Kotku, jestem w ogniu”

a

Muszę przyznać, że albo mam szczęście, albo też niedawno powstałe wydawnictwo Genius Creations ma wyjątkowego nosa do swoich autorów. Jestem po lekturze trzeciej książki, wydanej przez nich i po raz trzeci muszę powtórzyć – przeczytałem naprawdę świetny, oryginalny tekst. Tym razem padło na prozę Dawida Kaina. Kto zna wcześniejsze opowiadania autora ten doskonale wie, że spodziewać się w powieści można było… w zasadzie wszystkiego. Kain nie boi się eksperymentów, a wszelakie granice literackie dla niego nie istnieją. I taka też jest książka, zatytułowana „Kotku, jestem w ogniu”.

Jest to powieść, który zapewne zachwyci miłośników literatury. To właśnie różnorakie teksty, którymi narkotyzują, szprycują i delektują się mieszkańcy wykreowanego przez autora świata, są esencją tej powieści. Książki są wręcz niezbędne do życia, a brak dostępu do słowa pisanego powoduje pogłębiający się głód literacki. Istnieje również podziemie literackie, w którym dilerzy rozprowadzają nielegalne teksty, wywołujące skrajne uczucia u czytelników.

Jednym z takich dilerów jest Edward Egan, którego poznajemy w momencie przebudzenia się na podłodze kościoła Becketta. To właśnie tam, gdy jego umysł budzi się do życia po solidnej imprezie, dowiaduje się o mitycznym Raporcie. Jakby tego było mało,  po powrocie do domu znajduje napis na suficie, nakazujący mu poszukiwanie tajemniczego Raportu. Księgi, która zawiera ponoć wyjaśnienie sensu egzystencji, sensu istnienia literatury i świata. Dla bezpieczeństwa, aby nie wpaść w ręce niepowołanych, Raport rozproszony jest po różnych księgach.

Poszukiwanie Raportu to dobry pretekst, by przedstawić niesamowity świat, w którym na drogach straszą nie zbójcy, a grafomani wciskający swe dzieła przerażonym podróżnikom. Świat, w którym książki piszą nawet osobnicy pogrążeni w głębokiej śpiączce, choć ich wizje są tak nieprawdopodobne iż niektórzy autochtoni są przekonani, że dusze śpiących rzeczywiście przebywają w tamtych światach. Dziwnych dla mieszkańców, ale już niekoniecznie dla czytelników powieści Kaina.

Bardzo podobała mi się spójność wykreowanego świata, zwłaszcza literackie neologizmy i porównania, które raz po raz pojawiają się na kartach powieści oraz w wypowiedziach bohaterów. Tworzy to niepowtarzalny klimat miejsca zdominowanego przez literaturę, która to literatura jest jednocześnie błogosławieństwem i przekleństwem tamtego świata. Potrafi dostarczać radości, ale również cierpienia, może być bronią, można ja przedawkować a nawet dzięki niej zginąć. Czasem nawet w niezwykle efektowny sposób, patrząc choćby na samobójstwo poprzednika Zampano.

Książka nie jest może najłatwiejszą lekturą, ale zdecydowanie do przeczytania dla każdego. Sądzę, iż każdy czytelnik odnajdzie tam sporo odniesień do dzieł, które zna, a zapewne i nieraz się uśmiechnie. No bo jak tu przejść poważnie na przykład obok tomiku poezji o nazwie „Wyznania dziewczyny nie tyleż prostej, co krzywej?”.  Zresztą cała scena, podczas której pada ten tytuł, czyli atak grafomanów jest jak dla mnie absolutną perełką w tej bardzo dobrej powieści. Klimat, jaki wytworzył autor pozwala na zupełnie inne spojrzenie na literaturę – może nieco w krzywym zwierciadle, może przesadnie i karykaturalnie ale na pewno interesująco.

A czy Edward odnajdzie Raport, idąc po podsuniętym mu tropie? O tym najlepiej przekonać się samemu i gwarantuję, że kiedy skończycie lekturę, będziecie usatysfakcjonowani.

Książka zrecenzowana w ramach akcji:

a