Maurycy Nowakowski – „Plagiat”

a

Plagiat…

Wydawać by się mogło, iż książka o takim tytule nie będzie niosła ze sobą wielu emocji, zwłaszcza po przeczytaniu wstępu. Ot, ktoś komuś ukradł pomysł, ktoś się o to upomniał. A jednak akcją, jaka dzieje się w tej książce, można by obdzielić kilka innych pozycji na raz. I śmierć w powieści pojawia się bardzo szybko…

Marcin Faron, pismak lokalnej wrocławskiej gazety kulturalnej „Korespondent Wrocławski”, a jednocześnie osoba z ogromnymi ambicjami i zapędami na dziennikarza śledczego wpada na trop kilku afer. Z jednej strony zastanawia go dziwna śmierć dwójki studentów, z których jeden przewidział atak neonazistów na pokojowy marsz, z drugie – równie dziwny zgon Anity Komar, spowodowany wybuchem bomby. Co ciekawe, student, który został zasztyletowany i szefowa firmy, robiącej czarny PR okazują się być ze sobą powiązani.

Równocześnie trwa kampania wyborcza mająca na celu wyłonić kandydata na rektora uczelni, na której studiowali tragicznie zmarli studenci. Jedną z kandydatek jest żona niedawno zmarłego rektora, drugą – profesorka z tej uczelni, Ewa Kruk. Pikanterii dodaje fakt, iż Julia Dorobek, wdowa po rektorze była niegdyś oskarżona o plagiat. A materiały na nią zbierała specjalistka od czarnego PR, Anita Komar…

Faron, zbierając materiały na temat dziwnego zabójstwa studentów, nieoczekiwanie wpada na jeszcze jeden trop. Okazuje się, iż byli oni autorami dość niezwykłej książki na temat legend rocka. Na tyle niezwykłej, iż…

I koniec – spoilerów nie będzie.

Wydaje mi się, iż autor w swej książce wrzucił za dużo grzybów w barszcz. Parę wątków jest dopisanych nieco na siłę i kompletnie nic z nich, w kontekście całości książki, nie wynika. Ot, choćby prywatny detektyw Bogdan Kwiatkowski, który w zasadzie kompletnie nic do fabuły nie wnosi. Owszem, jest fajną postacią, ale nic ponad to. Również sam motyw Piotra Konopki w szerszej perspektywie jest mocno niedopracowany. Brakuje tu jakiejś fabularnej klamry, spinającej główne wątki w jedną, zaskakującą na końcu, całość.

No właśnie, zakończenie… Mnie osobiście mocno rozczarowało. Takie wzięte z niczego i kompletnie psujące zamysł książki. O ile cała powieść, mimo fabularnych niedoróbek, wciąga i pozwala polubić bohaterów (no, niektórych, oczywiście) to sama końcówka to lekkie pójście na łatwiznę. Tak jak wspomniałem wcześniej – spodziewałem się jakiegoś zaskakującego spięcia dwóch głównych wątków, tymczasem autor poszedł po najmniejszej linii oporu. Niestety, końcówka nie pasuje do całości, a szkoda…

Szkoda, bo jest to naprawdę dobra książka, mimo kilku potknięć, o których pisałem. Główne wątki toczą się z jednej strony niezależnie od siebie, z drugiej przeplatają się świetnie w fabule i aż prosi się o jakieś ich połączenie i intrygujące zakończenie. Oczywiście pomysł autora na wyjaśnienie zagadki tajemniczych zabójstw zapewne wielu z czytelników się spodoba, mi jednak nie przypadł do gustu.

I choć postacie, jakie występują w tej książce, są soczyste i z łatwością można je sobie wyobrazić (a sądzę, iż zwłaszcza studenci w paniach Dorobek i Kruk odnajdą alter ego swoich profesorek), choć autor odwalił kawał znakomitej roboty, to jednak czegoś w tej książce zabrakło. Nie jest to zła pozycja, tylko koncepcja autora poszła zupełnie nie w tę stronę, w którą spodziewałem się, że pójdzie. A trochę szkoda, bo dostałem znakomity obiad z odrobinkę zepsutym deserem.

Książka zrecenzowana w ramach akcji:

a

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.