Catherine Gueguen – „Wychowanie szczęśliwego dziecka w świetle rewolucyjnych odkryć naukowych”

q

Przemoc w wychowaniu dziecka to bardzo trudny temat. Co gorsza, problem ten dotyczy znacznie większej liczby rodziców, niż można by przypuszczać. I teraz zapewne wiele z osób westchnie i pomyśli sobie – jak to dobrze, że ja prawidłowo wychowuję swoje dziecko. Bez przemocy, bez znęcania się. Ale… Czy na pewno?

To między innymi do Was, kochani rodzice (ale także babcie, dziadkowie, wujkowie i ciocie) napisała autorka tę książkę. Do Was, którzy sądzicie, iż nie stosujecie przemocy wobec dziecka i uważacie, iż wychowujecie je prawidłowo. Być może tak jest, nie neguję tego, ale przeczytajcie tę książkę i odpowiedzcie sobie po lekturze na pytanie – czy Wasze zdanie jest takie samo, jak przed lekturą? Gwarantuję, iż spora, naprawdę spora grupa osób dojdzie do zaskakujących wniosków.

Olbrzymią zaletą tej pozycji są przykłady. I to nie te, wymyślone na potrzeby książki – o nie, zaręczam, iż każdy z tych przykładów jest wzięty z życia i jako osoby odpowiedzialne mniej lub bardziej za dziecko spotkaliście się z podobnymi sytuacjami niejednokrotnie. Bardzo często miałem wrażenie, iż autorka w przykładzie opisuje mnie, moją szwagierkę, moją siostrę oraz innych rodziców. Bo sytuacje te są doskonale znane, pytanie brzmi – czy odpowiednio potrafiliśmy zareagować?

Przewaga rodziców nad dzieckiem jest oczywista, niestety bardzo łatwo popaść w zależność więzień-strażnik (w tym przypadku rodzic-dziecko) z słynnego eksperymentu  więziennego Zimbardo. Jakże łatwo nam, starszym, zniewolić małą, bezbronną istotę, która wszak płacze, krzyczy, łobuzuje gdy my chcemy odpocząć po ciężkim dniu pracy? Jak łatwo użyć przemocy – nie, nie tej fizycznej, ale zwykłej, psychicznej, gdy maluch ryczy w sklepie a my nie kupujemy mu tego, czego chce, i to nie ze względu na braki finansowe ale dla zwykłej, przewrotnej złośliwości? Bo przecież to my, rodzice jesteśmy górą!

Autorka dogłębnie przeanalizowała problem i podała go czytelnikowi w wyjątkowo przejrzystej formie, dzięki czemu zdecydowana większość rozdziałów jest zrozumiała dla każdego. Niektóre z podrozdziałów, dotyczące budowy mózgu dziecka, można ominąć, jednak zdecydowanie tego nie polecam. Naprawdę warto „wgryźć” się w te tematy, dzięki czemu wiele rzeczy stanie się łatwiejszych do zrozumienia. Na przykład dowiemy się, iż ze względu na nierównomierny rozwój poszczególnych części mózgu pewne informacje (np. zdarzenia traumatyczne) mogą zostać przez organ ten zachowane i będą wpływać na zachowanie dziecka w przyszłości, choć tenże młody człowiek nie będzie ich pamiętał.

Już pierwszy rozdział, poświęcony relacjom dziecko-rodzic wiele wyjaśnia. Zaraz na początku pojawia się słowo-klucz, czyli empatia. Empatia, czyli (upraszczając) próba zrozumienia dziecka, a nie gniew, odsunięcie czy oskarżenie. W końcu komu może zaufać dziecko, jak nie rodzicowi? Dziecko pragnie być zrozumiane i szanowane, jednocześnie nie jest w stanie wystarczająco jasno przekazać swoich uczuć rodzicom. To na opiekunach opiera się ciężar znalezienia wspólnego języka z dzieckiem. Wspólnego, a nie relacji strażnik-więzień. Dlatego warto przeanalizować, co dzieje się w relacjach dziecko-rodzic zarówno z punktu widzenia dziecka, jak i rodzica.

Spora część książki poświęcona jest enzymom i hormonom, które warunkują pracę naszego mózgu i organizmu. Ułatwia to zdecydowanie zrozumienie sposobu, w jaki działa organizm dziecka i pozwala na dostosowanie swojego zachowania do potrzeb rozwijającego się mózgu. Sposób w jaki serotonina czy endorfiny wpływają zarówno na rodziców, jak i dziecko może rzutować na jego (dziecka) późniejszy rozwój. Znów wracamy tu do empatii – rodzic empatyczny łatwiej poddaje się działaniom hormonów szczęścia, jednocześnie wywołując analogiczne ich wydzielanie u dziecka.

Najnowsze odkrycia naukowe pozwalają zrozumieć wiele z czynników, które wpływają na rozwój dziecka, a z których istnienia nie zdawaliśmy obie zapewne sprawy. Ta książka porusza temat wychowania dziecka z wszelkich możliwych stron, zarówno biorąc pod uwagę hormony, wychowanie dziecka, problem przemocy (nie tylko fizycznej) jaki nawet tak zaawansowaną dziedzinę nauki, jak epigenetyka. Choć kluczową tezę tej książki można streścić w kilku słowach: „empatia, nie agresja”, to jednak biorąc pod uwagę podane przykłady zasadę tę stosuje znacznie mniej rodziców i opiekunów, niż można przypuszczać. W dodatku wielu z rodziców potrafi nieświadomie krzywdzić dziecko, zakładając iż skoro nie daje się klapsów, to nie ma przemocy. Zanim jednak postawi się tezę – „Jestem dobrym rodzicem/opiekunem” – naprawdę warto zapoznać się z książką profesor Gueguen.

Jeśli po jej lekturze nadal będziecie w stanie stwierdzić – jestem dobrym rodzicem – to gratuluję. Ale sądzę, że po zamknięciu ostatniej strony książki wypowiedzieć szczerze te trzy słowa będzie mogło naprawdę niewielu z Was.

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu Amber

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.